Grupa wsparcia dla rodziców w żałobie

Jednym z największych problemów, przed jakimi stają rodzice pogrążeni w żałobie po stracie dziecka, jest pogodzenie się z sytuacją, na którą trudno jest być przygotowanym, a która stała się ich udziałem. Pogodzić się nie po to, by zapomnieć, lecz aby móc dalej żyć. Budzić się, wstawać, pracować, kochać tych, którzy pozostali… Mimo że nic już nie jest i nigdy nie będzie takie, jak wcześniej. Z pomocą w tym trudnym czasie przychodzą im hospicyjny psycholog oraz osoby, które przeszły podobną drogę. Tworzą oni Grupę Wsparcia dla Rodziców w Żałobie.

Spotykają się 3-4 razy w miesiącu. Przyjeżdżają oboje lub pojedynczo. Regularnie lub z przerwami. Kilkanaście osób. Większość z nich to rodzice dzieci, które były pod opieką hospicjum. Lecz są też inni - tacy, którzy stracili dzieci w wypadkach lub na skutek poważnej choroby, ale nie mieli wcześniej kontaktu z hospicjum. Na spotkania nie ma zapisów, nikt nie sprawdza obecności. Nie ma też zobowiązujących deklaracji i planu pracy. Bo grupa wsparcia to nie terapia psychologiczna, ale spotkanie ludzi, którzy przeżyli coś, o czym inni rodzice boją się nawet myśleć. Spotkania mają charakter otwarty - przychodzi, kto odczuwa taką potrzebę i zostaje tak długo, jak zechce. Zawsze można też wrócić - jak pewna mama, która przyszła raz, a ponownie pojawiła się po dwóch latach.

Trudny czas

Rodzice, którzy doświadczyli śmierci swojego dziecka często czują się wyobcowani w swoim środowisku, ponieważ są jedynymi, których spotkało podobne nieszczęście. Trafiają na usta wielu osób, znajomych oraz znajomych ich znajomych… Tragedia rodzi zainteresowanie, zwłaszcza w środowisku lokalnym. W szkole, w bloku, w pracy. Ze zwyczajnych Kowalskich stają się „Kowalskimi, którym zmarło dziecko”. Niektórzy próbują pocieszać. Mówią, że trzeba żyć dalej, że są jeszcze inne dzieci, a jak nie, to może jeszcze będą. Że życie toczy się dalej, przecież minął już miesiąc, rok albo dwa… Natomiast osoby bliskie – czasem nawet najbliższa rodzina – choć szczerze chciałyby pomóc, nie wiedzą, jak się zachować, żeby nie urazić, nie dotknąć ran... Nikt z nich nie był przecież w podobnej sytuacji. „Zadzwonić, czy może nie zawracać teraz głowy? Spotkać się? I co powiedzieć? Że nam przykro? Banał. Pewnie wolą być teraz sami, potrzebują spokoju, czasu dla siebie. Żeby się pozbierać, ochłonąć”. I nagle zostają sami. Rodzice i rodzeństwo zmarłego dziecka. Od tłumu pocieszających zdystansowali się z własnej woli, a kontakt z rodziną i przyjaciółmi niepostrzeżenie sam się rozluźnił.

Po co grupa?

Grupa wsparcia daje im świadomość, że nie są jedynymi, którzy stracili ukochane dziecko. A także coś o wiele ważniejszego, dotąd nie do wyobrażenia. Że to można przeżyć… Można stracić dziecko i nie postradać zmysłów z bólu, z tęsknoty. Nie umrzeć samemu ani nie czekać obsesyjnie na śmierć-wybawienie. Uwolnić się od poczucia winy i myśli, że może to była jakaś kara… Odzyskać spokój, a z czasem nawet uśmiech. Wrócić do życia…

Jak to się dzieje? Plan każdego spotkania wygląda podobnie, choć jego przebieg jest za każdym razem inny, tak jak inne są przeżycia osób biorących w nim udział. Najpierw każdy się przedstawia, mówiąc o sobie tyle, ile chce. Panuje nieformalna atmosfera, wszyscy zwracają się do siebie po imieniu, chyba że komuś to nie odpowiada. W spotkaniu uczestniczy psycholog, ale jego zadaniem nie jest udzielanie nikomu rad - jest głównie po to, by towarzyszyć, słuchać, zachęcać, wspierać. Nie przewodzi grupie rodziców, ale podąża pół kroku za nimi. Nie walczy z negatywnymi uczuciami, przeciwnie. Pozwala, by ból został wypowiedziany w całości i do końca, by szedł własnym rytmem, nieoceniany i niepopędzany przez nikogo. Bo tylko dobrze przeżyta żałoba ma szansę spełnić swoją rolę, przynosząc głęboki spokój i otwarcie na Nowe. Inne, ale już nie tak przerażające. Wielu rodziców biorących udział w spotkaniach podkreśla fakt, że grupa była dla nich pierwszym miejscem, w którym mogli wypowiedzieć uczucia, których nie odważyli się wyjawić przed innymi, nawet bliskimi, osobami. Tylko w tym miejscu, z tymi ludźmi byli w stanie przyznać przed samymi sobą, iż noszą w sercu żal do losu, Boga, lekarzy, do małżonka lub do siebie samych, czasem nawet do najlepszych przyjaciół za to, że mają oni zdrowe dzieci… Nie bali się ocen i tego, jak zostanie to odebrane. Bo wiedzieli, że inni też to przeszli. Grupa wsparcia to także miejsce, w którym rodzice do woli mogą mówić o zmarłych dzieciach. Wspominać historie zabawne i te najtrudniejsze; mówić o swoich irracjonalnych przeczuciach lub snach, albo o tym, że klasa zmarłego syna za miesiąc przystąpi do Pierwszej Komunii... I nie usłyszą: „Daj już spokój, musisz żyć dalej, zająć się sobą, a najlepiej jak postaracie się o następne dziecko…”.

Ale przychodzi taki czas, kiedy rodzice mobilizują się wzajemnie do odrobienia trudnego „zadania domowego” - upieczenia ulubionego ciasta zmarłego dziecka, posprzątania jego pokoju lub podjęcia decyzji, co zrobić z rzeczami, które po nim zostały. Mobilizują jedni drugich, by zapisali się na organizowaną specjalnie dla grupy wycieczkę, rajd czy pielgrzymkę - często taki weekendowy wyjazd jest dla kogoś okazją, by po raz pierwszy od wielu miesięcy opuścić codzienną wizytę na cmentarzu. Wspierają się na swojej „drodze małych kroczków”. Co roku w niedzielę po Wszystkich Świętych wraz z rodzinami uczestniczą w uroczystej mszy świętej odprawianej nie tyle za dusze zmarłych dzieci (gdyż one najczęściej nie zdążyły jeszcze zgrzeszyć), ile za siebie i swoich bliskich - by umieć dziękować za życie dziecka i dalej tworzyć rodzinę.

Wszystkie spotkania i przeżycia bardzo jednoczą, dlatego nierzadko zdarza się, że rodzice z grupy wsparcia nawiązują ze sobą bliższe znajomości, a nawet przyjaźnie, szczególnie wtedy, gdy są w podobnym wieku lub gdy ich dzieci walczyły z tą samą chorobą. Często – zamiast po imieniu - mówią o sobie nawzajem „mama Karola” czy „tata Zuzi”. Bo sami najlepiej wiedzą, że jeśli ktoś raz został rodzicem, pozostanie nim na zawsze. I nic tego nie zmieni.

Znajdź najlepszego lekarza

Dodatkowe informacje